tło

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Nowy Sącz przez Beskid Niski

Każda okazja jest dobra, żeby choć przez chwilę zobaczyć przestrzeń Beskidu Niskiego. Choćby tylko z okien samochodu, choćby tylko po drodze.
Beskid Niski



Otwierają się przed nami przestrzenie łąk i lasów, w dolinach słychać jedynie echo głuchej pustki. Czasem przydrożny krzyż przypomni, o życiu jakie tu się toczyło najzwyklej w świecie, dopóki nie nadeszła wojna i jej tragiczne skutki. W drodze do Nowego Sącza zatrzymujemy się jedynie przy cerkwi w Olchowcu. Jedna z bardziej charakterystycznych ze względu na kamienny mostek, który nadaje jej charakteru.


W cerkwi w Olchowcu odprawiane są nabożeństwa zarówno rzymskokatolickie jak i greckokatolickie
 Tzw. wyposażenie ruchome cerkwi jest bardzo często faktycznie ruchome i tak w przypadku Olchowca, dzwon po wojnie trafił do Dukli skąd jednak szczęśliwie wrócił, natomiast ikonostas zawędrował pod Przemyśl do nowej cerkwi w Gajach, a z kolei tutaj trafiły ikony z dwóch nieistniejących już cerkwi. 

Łemkowska chyża gdzieś po drodze
Dalej droga wiedzie nas wzdłuż zalewu Klimkówka, który ciągnie się na długości ponad 5 km. Budowę zapory rozpoczęto w latach 70. XX wieku, ciekawe co kryje się na dnie zbiornika, jakie pamiątki przeszłości zamknięte zostały pod taflą wody?
Zalew Klimkówka
Wjeżdżamy do nowego Sącza przez most na Kamienicy, szkoda, że już nie zwodzony. Zwiedzanie zaczynam od pozostałości zamku królewskiego, dzięki któremu miasto, wraz z systemem umocnień, było głównym punktem obronnym Pogórza Karpackiego przed rozbójnikami. 
Zrekonstruowana Baszta Kowalska
Stąd już rzut beretem do innych zabytków stolicy sądecczyzny. Nie zamierzam jednak zobaczyć dzisiaj wszystkiego, zostawię trochę na inną okazję, a dziś skupię się na kilku najważniejszych.


Bazylika kolegiacka św. Małgorzaty



Rynek w Nowym Sączu jest dość przestronny, nie spodziewałam się ujrzeć tak dużego i kipiącego przepychem ratusza. Okazuje się, że został wybudowany dopiero pod koniec XIX wieku, na miejscu spalonego. Natomiast replikę oryginału możemy obejrzeć w 'Miasteczku Galicyjskim' stanowiącym część Muzeum Etnograficznego, gdzie właśnie za chwilę się udam, gdyż jest to mój główny cel tej wycieczki.
Ratusz w Nowym Sączu


 



Przed właściwą częścią skansenu znajduje się ogólnodostępne „Miasteczko Galicyjskie”. Jest  ono rekonstrukcją małomiasteczkowej zabudowy z przełomu XIX i XX wieku. 
Rekonstrukcja ratusza w Miasteczku Galicyjskim

Wokół rynku mieszczą się różne zakłady, np. atelier fotografa, pracownia zegarmistrza, urząd pocztowy. Najdłużej przepadłam w ... sklepie kolonialnym. 
Sklep kolonialny
Ta część jest otwarta, dlatego że w zrekonstruowanych budynkach mieści się również hotel, restauracja, kawiarnia, czy np. sklep ze starociami.

Następnie udałam się do kasy, po bilet do płatnej części, gdzie spotkały mnie dwie niespodzianki. Niemiła, bo część skansenu jest w remoncie i nie zobaczę wszystkiego. I miła - za to będę mieć panią przewodnik na wyłączność, w cenie normalnego biletu. 


Znacie moją słabość do skansenów. Mogę błądzić pomiędzy chatami bez poczucia czasu. Bo w takich miejscach właściwie czas sam się pogubił. Stare budowle we współczesnym świecie - zegar dla nich się zatrzymał. 

Pani przewodnik zaczęła swoją opowieść przeciągłym ziewnięciem, co nie wróżyło zbyt dobrze. Ale sama przyznała, że dopiero dochodzi do niej kolejna kawa i po chwili faktycznie odzywa się w niej pasja i obie odpływamy w opowieść do zamierzchłych czasów.
Zabudowa kolonistów niemieckich
Wnętrza mieszkań kolonistów niemieckich

Skansen skupia obiekty reprezentujące kulturę ludową historycznej Sądecczyzny. Region ten obejmuje cztery grupy etnograficzne: Lachów Sądeckich, zachodnią część Pogórzan, Górali Sądeckich i Łemków Nadpopradzkich. I wbrew oczekiwaniom, zwiedzanie zaczynamy od budynków kolonistów józefińskich zwanych Niemcami Galicyjskimi, którzy zostali sprowadzeni do Galicji przez cesarza Józefa II.



Dopiero potem wkraczamy na tereny rdzennych mieszkańców, zaglądając do dworów, warsztatów rzemieślniczych i najbiedniejszych kurnych chat.




Tutejsi Łemkowie zapożyczyli trochę styl domów od Polaków.
Ucieszyła mnie wiadomość o planowanej rozbudowie skansenu. Takich miejsc nigdy dość. 

Powrót z przeszłości zakańczam ciepłym napojem w gospodzie, żeby powoli uspokoić umysł od wyobrażeń o życiu w czasach wcale nie tak odległych, a tak bardzo różnych od dzisiejszych.


sobota, 16 grudnia 2017

Krosno, Rymanów Zdrój, Korczyna

Nacieszywszy się jesienią w pięknych okolicach odrzykońskiego zamku i rezerwatu ze słynnymi skałkami, wstępujemy jeszcze na moment do Krosna. Tutaj zawsze jest przyjemnie i nieśpiesznie. 
Rynek w Krośnie

wtorek, 12 grudnia 2017

Jesienne Podkarpacie - zamek w Odrzykoniu i rezerwat Prządki

Tegoroczna jesień wcale się nie śpieszyła, zbierała powoli siły, aby wykorzystać z palety barw wszystkie odcienie złota i czerwieni. Las przyciągał mnie jak magnez, mogłam spacerować bez końca obserwując spadające liście. Na szeleszczącym dywanie brodziłam prawie po kostki jak w śniegu. Nie sposób było już znaleźć grzyby pod taką kołderką, ale wcześniej było ich aż tak niespotykanie dużo, że poczułam ulgę, gdy można było w końcu wyjść nie patrząc pod nogi.

niedziela, 3 września 2017

Beskid Niski: Krzywa - Czarne - Nieznajowa - Wołowiec

Za każdym razem, gdy przymierzam się do napisania relacji z wycieczek po Beskidzie Niskim, ogarnia mnie obawa, że żadne słowa nie oddadzą wrażenia pustki. I nie mam tu na myśli braku zabudowań, pewnie są znacznie większe pustki  materialne gdzieś na stepach, pustyniach, jednak nie istnieje głębsza pustka niż ta pozostała po obecności ludzi. Żyli tutaj z pokolenia na pokolenie trudząc się pracą i współpracą ze srogą naturą. Budowali i odbudowywali swoje gospodarstwa, cerkwie, by pewnego wiosennego dnia, gdy wydawałoby się, że zawierucha wojenna już za nimi, nadszedł moment, kiedy to wszystko musiało się obrócić w nicość. Co byś wziął z sobą, gdybyś miał na spakowanie kilka godzin i ograniczone miejsce na bagaż? Jakbyś spojrzał w oczy psu na łańcuchu, którego zostawiałbyś na pastwę wilków? Nie jestem sobie w stanie wyobrazić ich rozpaczy, tak jak i oni nie mogli uwierzyć w to co się działo. Gdy wioska znikała za kolejnym wzgórzem, a żałosne wycie psów unosiło się jeszcze dalej, dalej niż wzrok sięgał.   
Krzywa -  cerkiew św. Kosmy i Damiana (obecnie kościół katolicki NMP Niepokalanie Poczętej)

niedziela, 20 sierpnia 2017

Połoninki Rybotyckie

W cieniu pałacowego blasku przemyskiego dworca kolejowego, stanął w czasie i przestrzeni stary i poczciwy dworzec PKS-u. Nic się tu nie zmieniło od lat, łącznie z autobusami, tylko kursów jakby mniej. Zamiast informacji turystycznej z multimedialnym ekranem i stosem kolorowych broszurek w małym okienku jest Dyżurny Ruchu. "Do Bryliniec?" -  upewnia się czy, aby para młodych ludzi z plecakami nie przekręciła nazwy, której dawno nie słyszał, a może tylko widział na rozkładzie. "Do Bryliniec to z godzinę zejdzie"- *dwa razy dłużej niż pokazuje wszechwiedzące google. "Z Makowej?!" - jego oczy robią się jeszcze większe mimo, że jego poranna kawa stoi jeszcze nietknięta. "Ostatni odjeżdża o 15.45, a prywatnych busów tam nie ma" - ** to akurat nie jest dobra wiadomość, więc wyciągam z bocznej kieszeni plecaka plan B, czyli 'jakoś to będzie.' 
Kierowca zerka kątem oka na naszą rozmowę, wciskając niedopałek do popielniczki, po czym odchodzi nieśpiesznie a wraz z nim cienka smuga dymu wciska się do autobusu, zatacza spiralę nad jego połysiałą głową i zaczepia nas pod nosem. "Na pewno na sam koniec trasy chcecie?" - zabrzmiało co najmniej jak na koniec świata. 

niedziela, 2 lipca 2017

Przemyśl - polski Rzym

Na siedmiu wzgórzach przeciętymi graniczną rzeką San, rozścieliło się miasto Przemyśl. Z Rzymem łączą go nie tylko wzgórza, ale i ilość kościołów, które zbudowano z iście rzymskim rozmachem. Przemyśl ma w sobie coś romantycznego, architektura starych kamienic nasuwa na myśl nostalgiczny klimat Kresów. Całe szczęście, że nie podzielił losu niedalekiego Lwowa.
Widok z Wieży Zegarowej na Przemyśl


sobota, 22 kwietnia 2017

Wokół Przemyśla - Fredropol, Młodowice, Koniusza

Pewnego złotojesiennego dnia wyruszyliśmy w kierunku Bieszczad. Niedługo po tym jak opuściliśmy znajome nam tereny, rozpoczęliśmy zwiedzanie tzw. 'po drodze', czyli nie stanowiło ono celu naszej wycieczki, ale mijaliśmy miejsca tak atrakcyjne, że nie sposób było się nie zatrzymać. 


Przemyśl stanowi swoistą bramę Karpat - zostawiając jego ruchliwe ulice za nami, zanurzamy się w dzikie lasy Pogórza Przemyskiego, które z kolei są zapowiedzią legendarnych Bieszczad. Krążymy dzisiaj po terenach przygranicznych, gdzie historia wyglądała tak jak wszędzie, gdzie sztuczna linia przecięła ziemie, niejednokrotnie dzieląc wioski na pół. Szukamy śladów dawnego świata, gdy znakomitą większość ludności stanowiły osoby wyznania greckokatolickiego, a dość sporej wielkości miejscowości ciągnęły się w dolinkach szeregiem drewnianych gospodarstw.  

W pierwszej mijanej dziś wsi na próżno szukać cerkwi, już w latach 60. zniknęła z tutejszego krajobrazu. Zaś poprzednia świątynia z XIX wieku miała rzadkie wezwanie  św. Proroka II. Nadawane było zwykle cerkwiom monasterskim i być może było pamiątką po istniejącym tu kiedyś klasztorze obrządku wschodniego. W 1914 roku, podczas przygotowań do obrony twierdzy Przemyśl, zniszczono całą zabudowę wsi wraz z dwiema cerkwiami. Kniażyce, bo o nich mowa, swą nazwę wywodzą  od staroruskiego kniaź (książę) określającą zależność feudalną jej mieszkańców od dworu książęcego w Przemyślu.

Dziś głównym zabytkiem jest drewniany kościół w stylu góralskim, który ufundował ówczesny właściciel tutejszego majątku, Jan Gwalbert Pawlikowski. W jego wnętrzu wisi obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem na ręku, który namalowała jego druga żona.
                 Kościół katolicki w Kniażycach zbudowany w  latach 1924-25   

We Fredropolu kierujemy się od razu do dawnej cerkwi greckokatolickiej z 1860 roku. Obecnie jest użytkowana przez rzymskich katolików. Świątynia na planie krzyża greckiego z dużą kopułą na środku nawy reprezentuje tzw. styl huculski (albo ukraiński narodowy).
Fredropol jako dawne miasto Fredrów zachowało ruiny zamku, do którego tym razem nie dotarliśmy.
Dawna cerkiew w Fredropolu pw Soboru NMP
W Młodowicach ostała się dawna cerkiew greckokatolicka. Po wojnie nie była użytkowana, a w 1958 roku została przejęta przez kościół prawosławny.
Dzwonnica cerkiewna w Młodowicach jest jednym z nielicznych  przykładów recepcji modernistycznych form architektonicznych w drewnianym budownictwie sakralnym, cokolwiek to znaczy.... 
Cerkiew Zmartwychstania Pańskiego i Niepokalanego Poczęcia Bogarodzicy  z 1923 r.
Podobnie sytuacja wygląda w Kłokowicach, gdzie od 1968 roku cerkiew służy  parafii prawosławnej.
Cerkiew pod wezwaniem Opieki Matki Bożej w Kłokowicach
Przecinamy zdecydowanie główną drogę i wjeżdżamy na wąską i mocno wyboistą, która nas zaprowadzi w bardzo malowniczy zakątek. 


Po obu stronach towarzyszy nam kolorowy las, a z każdą kolejną dziurą w asfalcie wzrastają wątpliwości, czy aby na pewno dojedziemy tędy do wioski a nie na koniec świata. 
Za wzgórzem dostrzegamy kierunkowskaz do drewnianej cerkwi w Koniuszy.
Skromna, pokorna stoi niepozornie na wzniesieniu i nawet kolorem nie wyróżnia się zbytnio, jakby nie chciała zakłócać piękna krajobrazu.
Po wysiedleniach oryginalne wyposażenie cerkwi wywieziono i zabezpieczono w muzeum w Łańcucie. Obecnie świątynia pełni funkcję kościoła katolickiego.
Cerkiew Złożenia Szat Matki Bożej w Koniuszy zbudowana w 1901


Teraz już zjeżdżamy ze wzgórza przez Gruszową z urokliwą kapliczką i oszałamiającym widokiem na Kalwarię Pacławską i góry.
Kapliczka w Gruszowej
Uwielbiam ten skrawek Polski.

Widok na cerkiew w Huwnikach

Widok na Kalwarię Pacławską

Odsyłam również do poprzednich wpisów o tych terenach:

http://jakokiemsiegnac.blogspot.com/2015/07/pogorze-przemyskie-i-gory-sanocko.html

http://jakokiemsiegnac.blogspot.com/2015/11/paportno-nieistniejaca-wies.html


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...